Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.(...)*
Little lamb who made thee, Dost thou know who made thee; Gave thee life and bid thee feed, By the stream and o'er the mead;
W lekturze tekstów, nawet tych tylko stylizowanych na staroangielski, uderza właściwość pozostająca w opozycji do współczesnej odmiany tego języka: wielość form osobowych i zaimków dzierżawczych. Nawet dla laika ledwie klecącego składne zdania, rozbieżność jest czytelna.
W słowiańskim świecie oczywistością są fleksje, deklinacje, przypadki, tryby i wszystkie inne wariactwa z podręcznika gramatyki czyniące język polski koszmarnym "strumieniem" wyjątków, miarą jego "archaiczności", hamulcem "uniwersalności". Frustrująca specyfika mowy ludzi zamieszkujących "tenkraj", spędzająca sen z powiek awangardy postępu i szacownej Rady Języka Polskiego.
Tymczasem angielski jest dzisiaj "prosty" - logiczny i przez to w pewnym sensie zubożony, ogołocony znaczeniowo, otwarty. Słowa - zmienne, pod które podpisuje się wartości zależnie od kontekstów, cudowna prostota dla uczących się i wielki problem dla twórców przekładów literackich.
Gave thee clothing of delight, Softest clothing wooly bright; Gave thee such a tender voice, Making all the vales rejoice!
Starożytne języki w jakich spisano Wielkie Księgi Religijne Ludzkości są pełne niuansowych znaczeń. Każde słowo jest informacją, której waga zmienia znaczenie, radykalnie wpływa na sens całego zdania, akapitu, rozdziału!
Wielowiekowe dysputy teologiczne toczące się wokół treści Pisma Świętego bardzo często miały swoją praprzyczynę w tłumaczeniach. W podważeniu prawidłowości przekładu na łacinę - albo z hebrajskiego bądź aramejskiego źródła, albo z greckiego rękopisu - bo Nowy Testament był i jest księgą pisaną greką.
Muzułmanie rozwiązali ten problem z właściwą sobie, radykalną prostotą - Koranu nie tłumaczy się na "języki" i czyta się Go w oryginale. My borykaliśmy się przez tysiąclecia z dyskusjami wokół znaczenia słów, rozmywanego przez kolejne iteracje tłumaczeń, uwspółcześnień, odkontekstowień... Dziś ten spór - jeśli w ogóle - jest w stanie rozgrzać wąskie grono specjalistów. Nie znamy bowiem ani łaciny, ani greki, a co dopiero aramejskiego! Już nie znamy...
Little Lamb who made thee, Dost thou know who made thee, Little Lamb I'll tell thee, Little Lamb I'll tell thee!
Modląc się dzisiaj "i nie wódź nas na pokuszenie" nie zastanawiamy się dlaczego "ne nos inducas" według św. Hieronima przetrwało od V wieku aż do czasów niedawno zmarłego Papieża Franciszka. Czy Ojciec Święty miał rację arbitralnie podważając sens takiego "uproszczonego" tłumaczenia z Wulgaty na rzecz starszego "et ne passus nos fueris induci in tentationem" z Vetus Latina versio Itala? Idąc za prostą intuicją Papieża - to nie Bóg wodzi nas na pokuszenie, zatem co tu się stało?
Bóg Ojciec wszak wystawiał Proroków na próby a nawet (!) "wodził na pokuszenie" - choćby Abrahama, który omal nie zabił swojego syna idąc za głosem Pana. Może zatem jest w tym zdaniu sens, może induco - wywodzić, powodować, wyprowadzać - ma uzasadnienie, które wymaga głębszej refleksji? Takiej właśnie, jakiej poddał tekst źródłowy św. Hieronim?
Jak dużo namysłu poświęcił Pontifex na wysnucie oczywistego przecież wniosku, że Bóg nie zwodzi, nie wodzi na pokuszenie, współcześniej mówiąc nie "namawia"? Skąd pomysł, że "wodzenie" jest równoznaczne z "nakłanianiem" skoro "już tylko" w języku polskim oznacza coś zupełnie innego? Wreszcie - jak szeregowy, polski wierny miałby z powagą współoskarżać św. Hieronima o błąd w tłumaczeniu, kiedy na przykład w Słowniku Języka Polskiego pod redakcją Witolda Doroszewskiego "wodzić na pokuszenie: //stawać w sytuacji, w której ktoś jest narażony na pokusę//" nie jest "aktem" a "okolicznością"?
Od tej przecież okoliczności chcemy być ochronieni przez Boga, czyż nie taki sens ma powtarzane od pokoleń wezwanie z modlitwy?...
Być może zwyczajnie nie rozumiemy o co się modlimy tymi słowami, być może w ogóle nie rozumiemy już modlitwy ani jej celu, być może straciliśmy czucie sensu SŁOWA...
He is called by thy name, For he calls himself a Lamb: He is meek and he is mild, He became a little child: I a child and thou a lamb, We are called by his name.
Językoznawcy powiedzą, że język jest "żywy", zmienia się z biegiem czasu, uwspółcześnia się.
Nie da się zaprzeczyć i jednocześnie nierzadko trudno jest podzielać entuzjazm jaki towarzyszy temu procesowi. Mowa potoczna jest bezpośrednią ekspresją zjawisk rzeczywistych, powszednich, ale też miarą i pochodną ich jakości. Nie bez powodu ukuto wyodrębniający termin: "język literacki" - ten dla odmiany służyć ma do opisu "stanów wysokich". Jeśli jednak wierzyć Jackowi Dukajowi żyjemy w czasach "Po Piśmie" zatem słowo pisane umarło.
Nie ma już platformy przenoszenia znaczeń innej niż "uliczna" mowa zwykłych ludzi.
Nie ma też stanów innych niż powszednie i współczesna twórczość literacka często składa korny pokłon tej okoliczności, szczególnie ta "postępowa". Ryzyko "optymalizującej" syntezy języków jest jednak większe niż się zdaje: cóż i komu mogłoby spalić (się...?) na panewce? i czego: wału korbowego czy stawu kolanowego, skoro to jedyne panewki jakie są w stanie przyjść do głowy współczesnego człowieka?
Może się okazać wkrótce, że choć "ani jedna kreska, ani jedna jota" nie uległy zmianie, to nikt już nie rozumie ani jednego słowa.
Słowo opisuje bowiem świat i związek mówcy ze światem, niesie treść w relacji do rzeczywistości, również rzeczywistości emocjonalnej, duchowej, religijnej.
Człowiek wykorzeniony z takich matryc kontekstowych nie rozumie słów których używa, ale to nie odbiera mocy słowom!
One nie "starzeją" się, nie "tracą znaczenia", bynajmniej.
To raczej człowiek dokonuje autodekapitacji, swoistej dehumanizacji znaczeniowej: dojmującej, monosylabicznej pauperyzacji. Uniezdolniającej do ekspresji i współodczuwania na rzecz bezrefleksyjnej recepcji, konsumpcji.
Pozostaje pustkowie semantyczne, gotowe na znaczenia-zmienne, "API" martwej duszy, otwarte na wypełnienie każdą treścią. Albo ŻADNĄ TRWAŁĄ TREŚCIĄ. Feed, content, stream, ale nie LOGOS.
Little Lamb God bless thee.
Little Lamb God bless thee.**